Lilypie First Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

niedziela, 23 października 2011

Powrót

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. We wtorek wróciliśmy do domu po tygodniowym urlopie na południu. Spotkanie z rodziną i starymi znajomymi podziałało na mnie bardzo dobrze. Odpoczęłam sobie. Codziennie odwiedzał nas ktoś lub my byliśmy w gościach. Do południa, po południu, cały czas z kimś, tak jak lubię. A teraz znów niestety szara rzeczywistość. Do tego moje dziecko przez ten tydzień nauczyło się być w centrum zainteresowania co teraz niestety bez przerwy odczuwam. Do tej pory kilkumiesięczny niemowlak potrafił zająć się sam sobą przez dosyć długi czas, a teraz 5 min bez mamy nie wytrzyma. Ot taki towarzyski się nagle zrobił :) Ale co się wybawił i poszalał z dziadkiem to jego. A i dziadkowi spotkanie z wnukiem posłużyło. Mimo nostalgii jaka ogarnęła mnie po powrocie wyjazd zaliczam do jak najbardziej udanych. No ale powroty do domu nawet na krótką chwilę muszą być przecież udane, w przeciwnym razie przestałby to być mój dom.

Gucio obłowił się pod względem ubraniowo-zabawkowym. Został wycałowany, wypieszczony i wygłaskany na wszelkie możliwe sposoby przez tabun ciotek i wujków. Mam nadzieję, że jego emocje związane z wyjazdem wreszcie się wyciszą i wszystko wróci do normalności. W drugą noc po powrocie obudził się o 23 do karmienia, po czym stwierdził, że dla niego nadszedł nowy dzień i całą noc domagał się zabawy i zainteresowania. Za to kolejny dzień w większości przespał :)

A teraz największa niespodzianka tego wyjazdu. Pisałam o tym we wcześniejszym poście, ale nie do końca w to wierzyłam. Na miejscu byliśmy we wtorek, a w czwartek czyli po 2 dniach moje dziecko wyglądało prawie tak, jakby nigdy nie miało AZS. Wszelkie zaczerwienia i krostki poschodziły. Tylko w miejscach najbardziej zaognionych pozostały niewielkie zmiany. Tym bardziej dziwi taka reakcja skóry, że mój tata jest osobą palącą i chociaż podczas naszego pobytu nie palił w mieszkaniu, to jednak całkowite wywietrzenie domu palacza jest bardzo trudne. Nasze mieszkanie jest przystosowane dla dziecka z AZS. Brak w nim firan, dywanów, wszelkie rzeczy, które łapią kurz zostały u nas ograniczone do minimum. U taty oczywiście mieszkanie jest jak najbardziej "normalnie" urządzone, a więc i ilość potencjalnych alergenów jest większa. A tu taka niespodzianka. Będę musiała przedyskutować tę kwestię z naszą panią alergolog, bo niestety powoli stan skóry Gucia się pogarsza. W nadchodzącym tygodniu mamy wizyty u 3 lekarzy, szkoda, że alergologa dopiero w piątek.

Dziś miałam zapowiedzianą wizytę teściów, która jednak nie doszła do skutku. Ale za to została mi cała blacha upieczonego wczoraj bananowca :) Przepis w kolejnym poście. Ciasto co prawda raczej na lato, niemniej pycha. Polecam!

4 komentarze:

  1. aha !!! byłaś na południu a jesteś z północy jak Eris ... byłaś na Śląsku czy dalej ???

    Co do Atopowego Zapalenia Skóry to faktycznie dzięki Bogu to choroba wczesno-dziecięca i w wielu przypadkach się z niej wyrasta. Moja koleżanka z pracy ma syna chorego na AZS w takim stopniu, że jak się urodził to nawet była z nim na Komisji lekarskiej i miał orzeczenie o niepełnosprawności. Cały był pokryty czerwonymi łuszczącymi plamami. Szkoda było dziecka. Teraz ma zdaje się, że 3 albo 4 latka i objawy tak słabe, że prawie wcale nie widoczne i nie przeszkadzające. Zatem życzę by i u Was tak się to zakończyło ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, ja aktualnie jestem z zachodu :) Tak samo daleko mi nad morze jak i w góry. A byłam jeszcze dalej, bo w Małopolsce. Mój dom rodzinny jest w Beskidzie Sądeckim.

    OdpowiedzUsuń
  3. wow ... górolka ... no tom Cię nie podejrzewała o takie korzenie ... i mieszkach na niemieckiej miedzy powiadasz ... hmmm

    OdpowiedzUsuń
  4. No prawie, ze górolka. W moich okolicach mieszkają lachy sądeckie, ale to raczej mało znany fakt ;)

    OdpowiedzUsuń