W miniony weekend odwiedziliśmy kolegę, który pragnął nauczyć się piec rogaliki. Wbrew moim obawom jego deklaracje chęci nauki były jak najbardziej szczere. Muszę przyznać, że wypieki udały się bardzo dobrze pod względem smakowym, trochę mniej pod względem wizualnym ;) Już po zapełnieniu pierwszej blachy kształtnymi rogalami, znajomemu odechciało się żmudne zwijanie i wprowadził radosną twórczość własną. Przynajmniej zgodnie z wcześniejszymi oczekiwaniami było bardzo wesoło :) Szczególnie, że męska część zebranego towarzystwa oczekiwanie na wyrośnięcie ciasta postanowiła umilić sobie degustacją pochodzącego z południowej Polski regionalnego napoju wysoce wyskokowego.
Tak z innej beczki, bo miał to być też pamiętnik mojego synka. W ubiegłym tygodniu zakończyliśmy serię szczepień podstawowych. Następne przed nami dopiero za 7 miesięcy.
Gucio ma prawie 6 miesięcy i bardzo sprawnie umie się przewrócić z pleców na brzuszek, co robi z uporem maniaka. Równie uparcie odmawia przewracania się w drugą stronę, co skutkuje tym, że średnio co 5 min rozlega się bardzo donośne wołanie o pomoc. Mam nadzieję, że już niedługo sam załapie ten karkołomny wyczyn :)
Niestety atopowe zapalenie skóry znów dało o sobie znać po sobotnich odwiedzinach. Ciągłe natłuszczanie, nawilżanie, natłuszczanie i tak w kółko a końca nie widać. Poprawy też nie. Jedyna nadzieja w fakcie, że jak twierdzi nasza pani alergolog jedynie 2% dzieci z tego nie wyrasta. Mocno trzymamy kciuki za to, że my jednak pod tym względem będziemy jak najbardziej przeciętni i załapiemy się do tej 98% grupy. Kolejna wizyta u alergologa pod koniec października. Mam nadzieję, że będziemy mogli już wtedy zacząć wprowadzać jakieś inne jedzonko poza mieszanką. Już nie mogę się doczekać.
Na koniec zdjęcie mojego niedzielnego wypieku. Chleb piekę już od maja. Od tamtego czasu właściwie nie kupiliśmy pieczywa. Ale dopiero teraz powoli dochodzę do wprawy i mój chleb wychodzi tak jak powinien. Pachnący, z miękką, chrupiącą skórką. Każdemu polecam chociaż spróbować wypiec własny chleb. Nie jest to wielka sztuka, wbrew powszechnej opinii, a satysfakcja ogromna kiedy patrzę jak kolejne kromki znikają, zanim chleb zdąży wystygnąć. Przepisy, receptury i całą recepturę wypieku chleba znalazłam na tej stronie.

Tak z innej beczki, bo miał to być też pamiętnik mojego synka. W ubiegłym tygodniu zakończyliśmy serię szczepień podstawowych. Następne przed nami dopiero za 7 miesięcy.
Gucio ma prawie 6 miesięcy i bardzo sprawnie umie się przewrócić z pleców na brzuszek, co robi z uporem maniaka. Równie uparcie odmawia przewracania się w drugą stronę, co skutkuje tym, że średnio co 5 min rozlega się bardzo donośne wołanie o pomoc. Mam nadzieję, że już niedługo sam załapie ten karkołomny wyczyn :)
Niestety atopowe zapalenie skóry znów dało o sobie znać po sobotnich odwiedzinach. Ciągłe natłuszczanie, nawilżanie, natłuszczanie i tak w kółko a końca nie widać. Poprawy też nie. Jedyna nadzieja w fakcie, że jak twierdzi nasza pani alergolog jedynie 2% dzieci z tego nie wyrasta. Mocno trzymamy kciuki za to, że my jednak pod tym względem będziemy jak najbardziej przeciętni i załapiemy się do tej 98% grupy. Kolejna wizyta u alergologa pod koniec października. Mam nadzieję, że będziemy mogli już wtedy zacząć wprowadzać jakieś inne jedzonko poza mieszanką. Już nie mogę się doczekać.
Na koniec zdjęcie mojego niedzielnego wypieku. Chleb piekę już od maja. Od tamtego czasu właściwie nie kupiliśmy pieczywa. Ale dopiero teraz powoli dochodzę do wprawy i mój chleb wychodzi tak jak powinien. Pachnący, z miękką, chrupiącą skórką. Każdemu polecam chociaż spróbować wypiec własny chleb. Nie jest to wielka sztuka, wbrew powszechnej opinii, a satysfakcja ogromna kiedy patrzę jak kolejne kromki znikają, zanim chleb zdąży wystygnąć. Przepisy, receptury i całą recepturę wypieku chleba znalazłam na tej stronie.
chleba nie próbowałam robić sama z obawy na zakalca ... ale kto wie może kiedyś ...
OdpowiedzUsuńCo do AZS to zapewne będziecie w tych 98% :))
No mamy taką nadzieję :)
OdpowiedzUsuńDopóki nie spróbujesz nie będziesz wiedziała. Ja wychodzę z założenia, że przecież na wystawę nie piekę, więc nie ma się co przejmować za bardzo zakalcami czy tym podobnymi ;)
w sumie masz rację. Poza tym Lu by nawet zakalca zjadł bo tak mnie kocha ;DDD czego nie mogę powiedzieć o eks mężu, bo tamten by się nie ruszył.
OdpowiedzUsuńTo chyba może być jakiś wskaźnik, bo mój mąż też wcina wszystkie moje wyroby, niezależnie od efektu końcowego :)
OdpowiedzUsuńno widzisz to znaczy, że to jest prawdziwa miłość :))) zresztą Lu we Włoszech sobie zamówił raz lepsze i smaczniejsze niż ja danie i się ze mną zamienił ... ehhhh to dopiero jest wyznanie miłości ;D
OdpowiedzUsuń