Lilypie First Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Już po urodzinkach

Żyjemy, żyjemy i mamy się bardzo dobrze :) 

Zaległości mam od świąt jeszcze. Nie wiem, kiedy uda mi się to nadrobić. Ostatnio trochę się działo. Najpierw święta, później nasze urodziny, a zaraz po tygodniowy wyjazd, o którym wcześniej nie wspominałam. Chyba będę musiała podzielić wszystko przynajmniej na 2 części.

Zacznijmy od Świąt. Jak już tu kiedyś wspominałam ja nie czuję się specjalnie związana z kościołem, ale w domu rodzinnym obchodziliśmy święta i u ja nadal to robię, choć w moim wydaniu nie mają one specjalnie duchowego charakteru. Natomiast Paskud jest osobą wierzącą w pełnym tego słowa znaczeniu. Dlatego też Paskud odwiedził kościół zarówno w wielki Czwartek jak i Piątek, podczas gdy ja zostałam w domu. W Wielką Sobotę za to przygotowałam koszyczki (duży dla nas i malutki dla Gucia) i poszliśmy razem do święcenia. Niestety Gucio nie zaszczycił swojego koszyka nawet jednym spojrzeniem, o samodzielnym niesieniu go nie wspominając. 
W Niedzielę Wielkanocną poszliśmy na śniadanie do teściów, zostaliśmy tam też na obiad, więc nie musiałam się specjalnie wysilać jak chodzi o kulinarne przygotowania do pierwszego dnia świąt. Poszliśmy też w trójkę do kościoła, ale jak to zaraz odgadła moja mama, poszłam tylko po to, by nie zostać sam na sam z teściami. Niestety mimo półtorarocznego stażu małżeńskiego nie mogę się przekonać do moich teściów. I to nawet nie chodzi o to, że są źli. Jako teściowie są całkiem w porządku, niestety nie przepadam za moją teściową. Wydaje mi się osobą nieszczerą. Nie mogę się do niej przekonać. No ale niezbyt częste wizyty jestem w stanie zaakceptować, zatem nie jest źle.
W drugi dzień Świąt już po obiedzie poszliśmy do znajomego, który jest ojcem chrzestnym Gucia. Była też siostra znajomego z mężem. Było całkiem miło i sympatycznie. Siostra znajomego i jej mąż poznali się w Irlandii, a on pochodzi z Kielecczyzny i nie wiem dlaczego gdy tylko dowiedział się skąd ja pochodzę uparł się, że jestem góralką, zatem kierpce i ciupaga przez jakiś czas stały się tematem przewodnim. Ja przy każdej możliwej okazji powtarzam, że na terenie Sądecczyzny nie mieszkają górale, ale w niektórych przypadkach to bezcelowe. Zatem napiszę tu czarno na białym: na terenie Sądecczyzny mieszkają Lach Sądeckie stosowny link TUTAJ
Tak więc Święta upłynęły nam całkiem miło i przyjemnie. Ja część z tego co upiekłam na Święta, zamroziłam i wykorzystałam na imprezie urodzinowej Gucia, która odbyła się tydzień później.

Imprezę zorganizowaliśmy w sobotę dzień po faktycznych urodzinach. Zaprosiliśmy tylko kilka osób. Było nas w sumie 8 osób dorosłych i 3 dzieci a i tak nieźle musieliśmy się nakombinować, żeby wszystkich usadzić w jednym pokoju. Wcześniej planowaliśmy grilla, właśnie ze względów lokalowych, ale porzuciliśmy ten pomysł i dobrze, bo pogoda nie dopisała.
Już w piątek rano przyjechał do nas mój tata. Udało mi się go zwabić, tylko dlatego, że powiedziałam, że chciałabym wyjechać z Guciem na tydzień do Sącza, a Paskud nie ma urlopu i tata musi po nas przyjechać, bo sama z małym dzieckiem się w taką podróż nie wybiorę. Na szczęście trochę pomarudził i przyjechał. 
Urodziny minęły całkiem miło, a raczej minęłyby, gdyby nie to, że od rana strasznie bolała mnie głowa, żadne tabletki nie pomagały, a to dziwne, bo ja zazwyczaj nie miewam tego typu problemów. Jedyne o czym myślałam to drzemka. Ale wszystko przygotowaliśmy z Paskudem, był tort, były baloniki, więc nie było tak źle. Jedyna rzecz, która mnie zirytowała, to fakt, że moi teściowie przyszli ponad pół godz wcześniej niż byliśmy umówieni. Mnie strasznie irytują takie rzeczy, bo wiadomo, że człowiek nie jest jeszcze wtedy ani ubrany, ani nie wszystko jest gotowe i zamiast skupić się na tym co jeszcze trzeba zrobić musi zabawiać przedwczesnych gości. Ale ponieważ jak zauważyłam jest to cecha charakterystyczna moich teściów, bo nie pierwszy raz im się to przytrafiło stwierdziłam, nie przejęłam się zbytnio rolą gospodyni i nadal robiłam to co miałam zaplanowane.
Gucio jako solenizant stanął na wysokości zadania, prawie sam zdmuchnął świeczkę tzn zdmuchnął ją moimi ustami, pożarł, aż dwa kawałki tortu i przez połowę imprezy siedział w swoim wysokim krzesełku z nami przy stole, mimo, że chcieliśmy go dać do drugiego pokoju, żeby pobawił się z córkami znajomych. Trzymał fason chłopak :) W końcu dał się przekonać i chodził za dziewczynkami, bawił się z nimi i ogólnie było sympatycznie.
Jeszcze 2 słowa nt tortu. Jak wiadomo Gucio ma AZS i wielu rzeczy nie je, zatem musiałam mu upiec specjalny tort. Upiekłam tort 3-częściowy. Pierwsza to tort kawowy, druga jogurtowo-porzeczkowy, a trzecia część była Guciowa. Było to ciasto upieczone bez jajek imitujące biszkopt (wyglądało bardziej jak ciasto ucierane) i masa budyniowa oczywiście bez mleka i masła. Produkty te zastąpiłam margaryną i Bebilonem Pepti. No i  w masie budyniowej oczywiscie nie mogło zabraknąć uwielbianych przez Gucia bananów. Podejrzewam, że to dzięki nim zjadł aż dwa spore kawałki. Efekt końcowy nie był powalający, ale smakowo całkiem do przyjęcia i myślę, że nawet gdybym nie upiekła takich normalnych części tortu, też byłoby w porządku. A Guciowy tort prezentował się tak:



 Jak widać Guciowi smakowało bardzo :)

c.d.n.

piątek, 6 kwietnia 2012

Przedświątecznie

Przygotowania do świąt uważam za prawie zakończone.
Z porządków przedświątecznych udało mi się odkurzyć i poupychać po kątach zbędne rzeczy. Cały tydzień bilam się z myślami w kwestii mycia okien, bo nie pamiętam kiedy robiłam to ostatnio, ale ponieważ pogoda nie nastrajała do tego typu czynności czuję się usprawiedliwiona :)
Koszyczki ze święconką już przygotowane, jutro tylko powkładam to co noc musi spędzić w lodówce. Koszyczek Gucia jest tak mały, że zmieściła się tam tylko 1 pisanka i czekoladowy zajączek. No ale to w zupełności wystarczy. Szkoda tylko, że on nie będzie mógł skosztować ani tego zająca ani pisanki. Pamiętam, że kiedy ja jako dziecko wracałam do domu po świeceniu cukrowy baran zawsze tracił jakąś część ciała, nie mówiąc już o wyrobach z czekolady :)
Wypieki prawie wszystkie gotowe. W domu pachnie już miodownik, mazurek no i baba. Makowca zostawiłam na jutro, bo to drożdżowe ciasto i chcę żeby było w miarę świeże. Chociaż pamiętam, że kiedy upiekłam na Boże Narodzenie Paskudowi całkiem sporego makowca, to 2 ostatnie kawałki zjadł w Wigilię :/ Więc nie wiem, czy ten makowiec w ogóle dostanie szansę, żeby się zestarzeć.
Z przygotowań nie pieczeniowych muszę jeszcze tylko zrobić sałatkę i zaczynamy świętowanie.
Szkoda tylko, że pogoda ma być raczej bożonarodzeniowa niż wielkanocna. Raczej nie będzie chciało się wychodzić z domu. Dobrze, że chociaż w poniedziałek po południu idziemy do chrzestnego Gucia, bo tak pewnie gnilibyśmy cały dzień w "piżamach".
Jeśli chodzi o zwyczaje świąteczne to już na kilku blogach czytałam o prezentach przynoszonych przez zajączka. Pierwszy raz o takim zwyczaju usłyszałam kilka lat temu w TV i pomyślałam wtedy, że znów ktoś na siłę wprowadza nowe zwyczaje, byle tylko ludzie znów ruszyli do sklepów na zakupy. A tu się jednak okazuje, że w niektórych regionach Polski to normalna tradycja. Ja pochodzę z Małopolski i u nas takiego zwyczaju nie było, nie słyszałam także o takich zwyczajach u żadnego z moich znajomych. Jak to człowiek się przez całe życie uczy. U mnie w domu za to w Wielką Niedzielę zawsze spotykaliśmy się u babci na śniadaniu w takim samym składzie jak na Wigilii czyli w 10 osób, a po śniadaniu dzieci szukały jajek Kinder, które babcia wcześnie rano pochowała w różnych zakamarkach swojego ogrodu. To dopiero była zabawa. Pamiętam, że nawet kiedy pomagałam babci w przygotowaniach przed śniadaniem zanim wszyscy się zeszli, widziałam dokładnie kiedy wychodzi, żeby porozkładać jajka i chociaż zawsze mnie korciło, to nigdy jej nie podglądałam, bo wiedziałam, że sama sobie zepsuję zabawę.

A zaraz po świętach zaczynam przygotowania na sobotnią urodzinową imprezkę. Sama jeszcze nie wiem, co konkretnie mam przygotować, czy tylko na słodko, czy jakieś przekąski. Jeszcze muszę to dokładnie przemyśleć. No i muszę przemyśleć kwestię tortu. Chciałabym, żeby Gucio mógł chociaż spróbować kawałek tortu, no ale jak upiec biszkopt bez jajek? Lub w zasadzie jakiekolwiek inne ciasto pod tort? Jak ktoś wie niech napisze, chętnie skorzystam :)

Życzenia będą jutro zamieszczone. Miałam zamieścić przepisy na ciasta przed świętami, ale nie miałam czasu, żeby je wstukać, zatem niestety będą dopiero po świętach, za to już ze zdjęciami.
Zresztą poza babką piaskową, która raczej jest standardowa, to nie mam żadnych ciast typowo świątecznych, więc mogą być wykorzystane w każdej chwili. Zatem tymczasem życzę dobrej nocy. Ja idę trochę odpocząć przed tymi świętami :)