Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. We wtorek wróciliśmy do domu po tygodniowym urlopie na południu. Spotkanie z rodziną i starymi znajomymi podziałało na mnie bardzo dobrze. Odpoczęłam sobie. Codziennie odwiedzał nas ktoś lub my byliśmy w gościach. Do południa, po południu, cały czas z kimś, tak jak lubię. A teraz znów niestety szara rzeczywistość. Do tego moje dziecko przez ten tydzień nauczyło się być w centrum zainteresowania co teraz niestety bez przerwy odczuwam. Do tej pory kilkumiesięczny niemowlak potrafił zająć się sam sobą przez dosyć długi czas, a teraz 5 min bez mamy nie wytrzyma. Ot taki towarzyski się nagle zrobił :) Ale co się wybawił i poszalał z dziadkiem to jego. A i dziadkowi spotkanie z wnukiem posłużyło. Mimo nostalgii jaka ogarnęła mnie po powrocie wyjazd zaliczam do jak najbardziej udanych. No ale powroty do domu nawet na krótką chwilę muszą być przecież udane, w przeciwnym razie przestałby to być mój dom.
Gucio obłowił się pod względem ubraniowo-zabawkowym. Został wycałowany, wypieszczony i wygłaskany na wszelkie możliwe sposoby przez tabun ciotek i wujków. Mam nadzieję, że jego emocje związane z wyjazdem wreszcie się wyciszą i wszystko wróci do normalności. W drugą noc po powrocie obudził się o 23 do karmienia, po czym stwierdził, że dla niego nadszedł nowy dzień i całą noc domagał się zabawy i zainteresowania. Za to kolejny dzień w większości przespał :)
A teraz największa niespodzianka tego wyjazdu. Pisałam o tym we wcześniejszym poście, ale nie do końca w to wierzyłam. Na miejscu byliśmy we wtorek, a w czwartek czyli po 2 dniach moje dziecko wyglądało prawie tak, jakby nigdy nie miało AZS. Wszelkie zaczerwienia i krostki poschodziły. Tylko w miejscach najbardziej zaognionych pozostały niewielkie zmiany. Tym bardziej dziwi taka reakcja skóry, że mój tata jest osobą palącą i chociaż podczas naszego pobytu nie palił w mieszkaniu, to jednak całkowite wywietrzenie domu palacza jest bardzo trudne. Nasze mieszkanie jest przystosowane dla dziecka z AZS. Brak w nim firan, dywanów, wszelkie rzeczy, które łapią kurz zostały u nas ograniczone do minimum. U taty oczywiście mieszkanie jest jak najbardziej "normalnie" urządzone, a więc i ilość potencjalnych alergenów jest większa. A tu taka niespodzianka. Będę musiała przedyskutować tę kwestię z naszą panią alergolog, bo niestety powoli stan skóry Gucia się pogarsza. W nadchodzącym tygodniu mamy wizyty u 3 lekarzy, szkoda, że alergologa dopiero w piątek.
Dziś miałam zapowiedzianą wizytę teściów, która jednak nie doszła do skutku. Ale za to została mi cała blacha upieczonego wczoraj bananowca :) Przepis w kolejnym poście. Ciasto co prawda raczej na lato, niemniej pycha. Polecam!
Gucio obłowił się pod względem ubraniowo-zabawkowym. Został wycałowany, wypieszczony i wygłaskany na wszelkie możliwe sposoby przez tabun ciotek i wujków. Mam nadzieję, że jego emocje związane z wyjazdem wreszcie się wyciszą i wszystko wróci do normalności. W drugą noc po powrocie obudził się o 23 do karmienia, po czym stwierdził, że dla niego nadszedł nowy dzień i całą noc domagał się zabawy i zainteresowania. Za to kolejny dzień w większości przespał :)
A teraz największa niespodzianka tego wyjazdu. Pisałam o tym we wcześniejszym poście, ale nie do końca w to wierzyłam. Na miejscu byliśmy we wtorek, a w czwartek czyli po 2 dniach moje dziecko wyglądało prawie tak, jakby nigdy nie miało AZS. Wszelkie zaczerwienia i krostki poschodziły. Tylko w miejscach najbardziej zaognionych pozostały niewielkie zmiany. Tym bardziej dziwi taka reakcja skóry, że mój tata jest osobą palącą i chociaż podczas naszego pobytu nie palił w mieszkaniu, to jednak całkowite wywietrzenie domu palacza jest bardzo trudne. Nasze mieszkanie jest przystosowane dla dziecka z AZS. Brak w nim firan, dywanów, wszelkie rzeczy, które łapią kurz zostały u nas ograniczone do minimum. U taty oczywiście mieszkanie jest jak najbardziej "normalnie" urządzone, a więc i ilość potencjalnych alergenów jest większa. A tu taka niespodzianka. Będę musiała przedyskutować tę kwestię z naszą panią alergolog, bo niestety powoli stan skóry Gucia się pogarsza. W nadchodzącym tygodniu mamy wizyty u 3 lekarzy, szkoda, że alergologa dopiero w piątek.
Dziś miałam zapowiedzianą wizytę teściów, która jednak nie doszła do skutku. Ale za to została mi cała blacha upieczonego wczoraj bananowca :) Przepis w kolejnym poście. Ciasto co prawda raczej na lato, niemniej pycha. Polecam!
aha !!! byłaś na południu a jesteś z północy jak Eris ... byłaś na Śląsku czy dalej ???
OdpowiedzUsuńCo do Atopowego Zapalenia Skóry to faktycznie dzięki Bogu to choroba wczesno-dziecięca i w wielu przypadkach się z niej wyrasta. Moja koleżanka z pracy ma syna chorego na AZS w takim stopniu, że jak się urodził to nawet była z nim na Komisji lekarskiej i miał orzeczenie o niepełnosprawności. Cały był pokryty czerwonymi łuszczącymi plamami. Szkoda było dziecka. Teraz ma zdaje się, że 3 albo 4 latka i objawy tak słabe, że prawie wcale nie widoczne i nie przeszkadzające. Zatem życzę by i u Was tak się to zakończyło ;D
Nie, ja aktualnie jestem z zachodu :) Tak samo daleko mi nad morze jak i w góry. A byłam jeszcze dalej, bo w Małopolsce. Mój dom rodzinny jest w Beskidzie Sądeckim.
OdpowiedzUsuńwow ... górolka ... no tom Cię nie podejrzewała o takie korzenie ... i mieszkach na niemieckiej miedzy powiadasz ... hmmm
OdpowiedzUsuńNo prawie, ze górolka. W moich okolicach mieszkają lachy sądeckie, ale to raczej mało znany fakt ;)
OdpowiedzUsuń