Lilypie First Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

środa, 9 listopada 2011

Pierwsze razy

Pamiętnik to pamiętnik. Tytuł bloga zobowiązuje, a więc i wpisy upamiętniające "ważne" wydarzenia być muszą. Dziś będzie krótko i zwięźle, bo o pierwszych razach Gucia. Kilka tych pierwszych razów się nam skumulowało, zatem je sobie tu za jednym zamachem spiszę.

Zaczynając od początku.
W ostatni piątek odbyło się pierwsze siedzenie bez podparcia. Wiekopomne to wydarzenie miało miejsce na kanapie i trwało jakieś 10 sekund, ale mama była bardzo dumna :) W weekend poszło trochę lepiej, na tyle, że można było aż strzelić kilka fotek zanim grawitacja bezlitośnie zadziała i sprowadziła moje dziecko do poziomu. Co ciekawe w poniedziałek Gucio całkowicie zapomniał jak się siedzi i ani raz mu się ta sztuka nie udała, na szczęście już dochodzi do wprawy i pewnie już będzie coraz lepiej.
Wczoraj odbyło się pierwsze jedzenie z łyżeczki. Tu raczej nie ma się co rozpisywać. Każdy nawet bezdzietny jest w stanie sobie wyobrazić jak wygląda niemowlak i jego otoczenie podczas nauki jedzenia łyżeczką. Ale pierwszy raz był, odnotować go trzeba.
Dziś Gucio dostał pierwszego chrupka. Jak było do przewidzenia biedne dziecko doznało szoku i nie bardzo wiedziało co począć z tym fantem, co się znalazł w buzi, ale ja nie o tym chciałam. Przy tej okazji bardziej zdziwiła mnie reakcja Paskuda, który chwycił aparat i zrobił sesję jak prawdziwy paparazzo. Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy (znaczy przed ciążą), że mężczyzn mogą takie sprawy rozczulać i robić na nich aż takie wrażenie. To bardzo pozytywne zaskoczenie. Ale podejrzewam, że jeszcze niejedno takie zaskoczenie przeżyję, takich miłych oby było jak najwięcej.
Teraz czekamy na raczkowanie. Co prawda pełzanie Gucio opanował do perfekcji i śmiga jak mały samochodzik, ale "raczkowanie" to brzmi dumnie zatem nie możemy się doczekać :)


Sama nie mogę uwierzyć jak bardzo zmieniłam się w ciągu ostatniego roku. Przed ciążą nie miałam zbyt silnie rozwiniętego instynktu macierzyńskiego i raczej nie zacieśniałam więzi z dzieciatymi koleżankami, nie mówiąc już o zacieśnianiu więzi z jakimś dzieckiem ;) A teraz sama prowadzę blog w dużej części poświęcony mojemu dziecku. Tak wiem, że hormony, że instynkty. Ale takie to trochę banalne, a jednocześnie takie niesamowite. Ot, kolejny życiowy paradoks.


Miało być krótko, jest jak zwykle.
Dziś już zbieram się do spania, ale od następnego razu zacznę tu wrzucać kolejne przepisy. Tak dla równowagi. No a poza tym połowa listopada tuż, tuż, a ja wszystkie świąteczne przepisy chciałam zamieścić do połowy grudnia.
Jak mawiała moja babcia "Niech wszy po stole chodzą, porządek musi być!"
Dobranoc :)

3 komentarze:

  1. Gratulacje dla Gucia i dumnych rodziców!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. no proszę jak chłopak się prędko rozwija ;DDD no i jaki ten blog przydatny, że sobie potem będzie można do tych wpisów wrócić ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Anna - dziękujemy, dumni jesteśmy :)

    Polly - nawet bym powiedziała, że trochę za prędko, ale to chyba tak zawsze jest ;) Na pewno będę chętnie wracać, podejrzewam, ze jeszcze nie raz Ci podziękuję

    OdpowiedzUsuń