Dziś, w niedzielę 27 listopada byliśmy zaproszeni na obiad do teściów. Niby nic szczególnego, a jednak postanowiłam zapisać sobie tę datę, bo jak tak wysiliłam pamięć solidnie i zliczyłam, to u teściów w domu byłam 4 razy. A i oni u nas byli niewiele więcej. Nic to, że od ponad roku należę do rodziny. Chociaż muszę oddać sprawiedliwość, kwestia ta nie spędza mi snu z powiek. Na szczęście teściowie moi zajęci wnukiem i jego nowo nabytymi umiejętnościami nie wymagali ode mnie zbyt dużego zaangażowania w przebieg spotkania.
Zastanawiam się czy z czasem uda mi się zmniejszyć dystans między nami, czy zawsze już nasze relacje będą obarczone tą rezerwą. Rezerwą, którą w sumie ja sama tworzę i której nie mam ochoty zmniejszać. Jednak to szczera prawda, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Nasze pierwsze spotkanie nie było zbyt miłe i mimo, że miało miejsce już dawno temu, to emocje, które wtedy we mnie wywołało nadal są bardzo żywe. Niestety są to bardzo negatywne emocje. Podobno czas leczy rany, u mnie czas jeszcze nic nie zdziałał, ale dam mu jeszcze szansę. Zobaczymy...
Niestety oliwy do ognia dolewa fakt, że kiedy tylko spotykamy się z rodzicami Paskuda od razu dociera do mnie ze zdwojoną siłą fakt jak bardzo brakuje mi moich rodziców. Oczywiście istnieją telefony, skype i inne wynalazki, ale brakuje mi ich tu na miejscu. Brakuje mi ich obecności i tego, że to nie oni patrzą jak ich wnuk rośnie i uczy się nowych rzeczy.
U nas w domu rodzinnym zawsze zbieraliśmy się całą rodziną z okazji świąt czy przy innych okazjach. Pamiętam Wigilie najpierw u jednej babci, gdzie wujków, cioć i kuzynów było tyle, że ledwo mieściliśmy się w największym pokoju, a po Wigilii biegiem do drugiej babci i znów kolacja z drugą częścią rodziny. W mojej nowej rodzinie nie ma takich tradycji. Tego też bardzo mi brakuje i źle mi ze świadomością, że moje dziecko nie będzie miało takich wspomnień.
Ale mnie wzięło, smętny nastrój. Pomarudziłam sobie, wylałam swoje żale mam nadzieję, że chociaż trochę mi przejdzie.
Nie wspomniałam jeszcze o Klubie Mam. Odkryłam go całkiem przypadkiem już jakiś czas temu. Działa u nas w mieście. Byłam w ostatni wtorek na pierwszym spotkaniu. Akurat odbywały się warsztaty z dr pedagogiki, o tym jak skutecznie zachęcać swoje dziecko do aktywności. Niestety nie wyniosłam z nich tyle ile bym mogła, bo jako jedna z 2 mam przyszłam z dzieckiem, a jak wiadomo niemowlak nie usiedzi w ciszy i spokoju 2 godz. Na szczęście spotkania odbywają się też w innych, luźniejszych formach, więc mam nadzieję, że znajdziemy z Guciem coś dla siebie. Myślę, że przydadzą mi się takie spotkania z innymi mamami małych dzieci. Najbliższe spotkanie w przyszłym tygodniu, Mikołajkowe :).
A żeby nie było tak całkiem smutno i ponuro, mały kolorowy akcent na koniec. Gucio i jego nowy nabytek, dotarł niedawno od babci. Na razie bada co to za wynalazek, ale widać, ze sprawia mu coraz większą frajdę.
Zastanawiam się czy z czasem uda mi się zmniejszyć dystans między nami, czy zawsze już nasze relacje będą obarczone tą rezerwą. Rezerwą, którą w sumie ja sama tworzę i której nie mam ochoty zmniejszać. Jednak to szczera prawda, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Nasze pierwsze spotkanie nie było zbyt miłe i mimo, że miało miejsce już dawno temu, to emocje, które wtedy we mnie wywołało nadal są bardzo żywe. Niestety są to bardzo negatywne emocje. Podobno czas leczy rany, u mnie czas jeszcze nic nie zdziałał, ale dam mu jeszcze szansę. Zobaczymy...
Niestety oliwy do ognia dolewa fakt, że kiedy tylko spotykamy się z rodzicami Paskuda od razu dociera do mnie ze zdwojoną siłą fakt jak bardzo brakuje mi moich rodziców. Oczywiście istnieją telefony, skype i inne wynalazki, ale brakuje mi ich tu na miejscu. Brakuje mi ich obecności i tego, że to nie oni patrzą jak ich wnuk rośnie i uczy się nowych rzeczy.
U nas w domu rodzinnym zawsze zbieraliśmy się całą rodziną z okazji świąt czy przy innych okazjach. Pamiętam Wigilie najpierw u jednej babci, gdzie wujków, cioć i kuzynów było tyle, że ledwo mieściliśmy się w największym pokoju, a po Wigilii biegiem do drugiej babci i znów kolacja z drugą częścią rodziny. W mojej nowej rodzinie nie ma takich tradycji. Tego też bardzo mi brakuje i źle mi ze świadomością, że moje dziecko nie będzie miało takich wspomnień.
Ale mnie wzięło, smętny nastrój. Pomarudziłam sobie, wylałam swoje żale mam nadzieję, że chociaż trochę mi przejdzie.
Nie wspomniałam jeszcze o Klubie Mam. Odkryłam go całkiem przypadkiem już jakiś czas temu. Działa u nas w mieście. Byłam w ostatni wtorek na pierwszym spotkaniu. Akurat odbywały się warsztaty z dr pedagogiki, o tym jak skutecznie zachęcać swoje dziecko do aktywności. Niestety nie wyniosłam z nich tyle ile bym mogła, bo jako jedna z 2 mam przyszłam z dzieckiem, a jak wiadomo niemowlak nie usiedzi w ciszy i spokoju 2 godz. Na szczęście spotkania odbywają się też w innych, luźniejszych formach, więc mam nadzieję, że znajdziemy z Guciem coś dla siebie. Myślę, że przydadzą mi się takie spotkania z innymi mamami małych dzieci. Najbliższe spotkanie w przyszłym tygodniu, Mikołajkowe :).
A żeby nie było tak całkiem smutno i ponuro, mały kolorowy akcent na koniec. Gucio i jego nowy nabytek, dotarł niedawno od babci. Na razie bada co to za wynalazek, ale widać, ze sprawia mu coraz większą frajdę.
no proszę jak miło się o Tobie dowiedzieć czegoś więcej nawet jeśli to niemiłe informacje o teściach :) moja niemiła teściowa już mnie nie interesuje ale miałam podobnie tyle, że ja się z nią widziałam po ślubie 2 razy w ciągu roku ;] ale teraz mam na szczęście innych przyszywanych teściów ;D a Gucio to już wielki koleś no no no ...
OdpowiedzUsuńA tak jakoś mnie w niedzielę chwyciła chandra i musiałam się gdzieś "wygadać" ;) Teściów jak rodziców się nie wybiera. Po prawdzie to też trochę moja wina, bo jestem dosyć pamiętliwa, gdy ktoś mi nadepnie na odcisk.
OdpowiedzUsuńA Gucio rośnie jak na drożdżach, aż chce się napisać - niestety...
No to ja chyba "wygrałam" teściową na loterii, bo jest cudowną kobietą i nie mam powodu narzekać. Co prawda mieszka daleko, ale od samego początku traktowała mnie jak córkę. Właśnie za tydzień się do niej wybieram. Gdy przyjeżdżam wpuszcza mnie do kuchni bez zaglądania w garnki i pozwala mi się "panoszyć" jak u siebie :-)))
OdpowiedzUsuńSuper, że Ty masz taką fajną teściową. No i tak to już jest, że człowiek nie może mieć wszystkiego, jak fajna teściowa to znów daleko mieszka. Chociaż z drugiej strony, gdyby moja teściowa mieszkała daleko, też pewnie nasze stosunki byłyby lepsze :) Moja mama mieszka 6500 km od nas i mój Paskud twierdzi, ze ma najlepszą teściową :)
OdpowiedzUsuńZrobiłam dziś ten torcik cappuccino, relacja będzie dopiero jutro lub pojutrze, bo dziś nie mam czasu, ale pochwalę się, że wyszedł i to całkiem niezły, tylko chyba trochę z cukrem pudrem przesadziłam, ale to dopiero jutro się upewnię, jak "przejdzie"