Nareszcie piątek wieczór. Tak się nieszczęśliwie w tym tygodniu poskładało, że codziennie od poniedziałku do piątku chodziliśmy z Guciem a to do lekarza, a to na badania, a to rehabilitacja. Codziennie coś. Gucio ma 6,5 m-ca i jak do tej pory nie miał wprowadzonego żadnego "normalnego" jedzenia, a od ponad miesiąca je już tylko mieszankę. W związku z tym nasza pani pediatra zleciła morfologię i oznaczenie poziomu żelaza. W środę pierwszy raz w życiu mały miał pobieraną krew. Ponieważ do badania żelaza potrzebna jest dosyć duża próbka, biedne małe paluszki były kłute aż 3 razy. Okazało się jednak, że to mama zdecydowanie bardziej przeżywała wizytę w punkcie pobrań. Mój dzielny mały chłopak ani raz się nawet nie zająknął, tylko ze stoickim spokojem obserwował jak miła pani napełnia kolejne kapilarki. Co prawda przy ostatniej zaczął się nudzić i wiercić ze znudzenia, no ale przecież ileż można. Zuch chłopak :) Wyniki odebraliśmy w ten sam dzień i tak jak podejrzewała nasza pediatra obniżony poziom żelaza i hemoglobiny. Będzie potrzebna pewnie jakaś suplementacja.
Dziś z kolei byliśmy u alergologa. Jak zwykle to bywa przed wizytą nastąpiło zaognienie i dostaliśmy znów steryd :( Pocieszające jest tylko to, że nawet w przypadku mocnych zaognień nie są one aż tak silne jak to było gdy Gucio miał 2-3 miesiące. Ogólnie jest znacznie lepiej niż kiedyś, ale jakoś nie możemy wyłapać wszystkich alergenów. Na wiadomość o poprawie stanu skóry podczas wyjazdu lekarka stwierdziła, że w takim razie winna jest najprawdopodobniej woda lub powietrze. Tiaaa. To nas pocieszyła. Na szczęście pozwoliła już rozszerzać dietę. Na razie kaszka do mleka, a później jarzyny. Oczywiście bardzo ostrożnie i jeszcze bardziej powoli. Ale to już coś :) Powoli zaczynamy rozglądać się za królikami na mięsko. Jeśli ktoś ma na zbyciu niech da znać ;)
Choroba Gucia dała nam się już we znaki. Najgorsze jest to jak przy każdym rozebraniu moje biedactwo drapie się po całym ciałku, bardzo często do krwi. Nic nie jest w stanie wtedy odwrócić jego uwagi, jest tak zapalczywy w drapaniu, jak gdyby był to najważniejszy cel jego malutkiego życia. Aż płakać się wtedy chce, bo nie mogę mu pomóc. Cały czas pocieszam się tylko myślą, że może za kilka miesięcy, może za kilka lat, ale przecież w końcu najprawdopodobniej samo przejdzie. Musi.
PS Nie wiem co z tymi czcionkami. W edycji i na podglądzie wszystko jest napisane jedną czcionką a tu wyświetla 2 różne. Echhh Jak dojdę co i jak, poprawię
Choroba Gucia dała nam się już we znaki. Najgorsze jest to jak przy każdym rozebraniu moje biedactwo drapie się po całym ciałku, bardzo często do krwi. Nic nie jest w stanie wtedy odwrócić jego uwagi, jest tak zapalczywy w drapaniu, jak gdyby był to najważniejszy cel jego malutkiego życia. Aż płakać się wtedy chce, bo nie mogę mu pomóc. Cały czas pocieszam się tylko myślą, że może za kilka miesięcy, może za kilka lat, ale przecież w końcu najprawdopodobniej samo przejdzie. Musi.
PS Nie wiem co z tymi czcionkami. W edycji i na podglądzie wszystko jest napisane jedną czcionką a tu wyświetla 2 różne. Echhh Jak dojdę co i jak, poprawię