Pierwszą, najważniejszą i najbardziej optymistyczną wiadomością jest fakt, że w końcu mamy przełom w leczeniu Gucia. W ostatnią środę tuż po mikołajkach byliśmy u alergologa, a później u dermatologa. Ten drugi zalecił stosowanie Protopicu, pomimo że jest to maść od 2. roku życia, uznał że w naszym przypadku większą szkodę przyniesie stosowanie sterydów, które średnio pomagały, lub niestosowanie niczego. Efekty są rewelacyjne, co bardzo mnie oczywiście cieszy :) Zeszły wszelkie plamy, zaczerwienienia, niemal wszystkie rany. Gucio śpi dużo spokojniej i zdecydowanie mniej się drapie. Mniej więcej w tym samym czasie zmieniliśmy też kosmetyki do codziennej pielęgnacji. Teraz Gucio wygląda jak nie moje dziecko, prawie jak zdrowy niemowlak :)
Teraz coś z serii pierwsze razy mojego dziecka: pierwszym słowem wypowiedzianym przez Gucia, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu wcale nie było mama. Przy zabawie bez przerwy powtarza baba i jakoś tak śmiesznie cmoka. Co prawda wszystko wokół jest baba i ciężko nawet na siłę dopatrzyć się w tym jakiegokolwiek sensu, no ale pierwsze słowo jest :)
W zeszłym tygodniu były mikołajki. Ja i Paskud musieliśmy być bardzo niegrzeczni, bo do nas święty nie zajrzał. Obłowił się jedynie Gucio, u którego był jeden z jego ojców chrzestnych. Tak, tak dobrze napisałam Gucio ma dwóch ojców chrzestnych. Chociaż w kościelnej nomenklaturze nieco inaczej się te funkcje nazywają, to dla nas obydwaj chrzestni są tak samo ważni, dlatego obydwu nazywam ojcami chrzestnymi. Tak czy inaczej Mikołaj był, więc i ciasteczka dla Mikołaja być musiały :) Tym razem postawiłam na kokoski. Przepis w kolejnym poście.
Dzień przed mikołajkami rozmawiałam przez skype z moim czteroletnim bratankiem. Przez cały listopad zbierał on do specjalnego pudełka "dobre uczynki". Kiedy o nie zapytałam cały się rozpromienił i pełen entuzjazmu pobiegł po nie do drugiego pokoju, żeby mi pokazać ile ich nazbierał. Po uchyleniu wieka całkiem sporego pudełka, na samym dnie leżały dobre uczynki mojego chrześniaka. Zbierał je z wielkim trudem przez 4 tygodnie. Było ich całe 3 :) Obśmiałam się jak norka, chociaż małemu powiedziałam, że jestem z niego bardzo dumna i za te jego dobre 3 uczynki Mikołaj zostawił coś u mnie dla niego. Małe dzieci są niesamowite.
W temacie prezentów, na szczęście wszystkie prezenty gwiazdkowe zaplanowane na ten rok mam już zakupione. Czekają tylko na pakowanie. Chyba pierwszy raz tak wcześnie się z tym uporałam, bo zawsze sobie obiecywałam, że zrobię zakupy wcześniej, a przeważnie i tak odkładałam to aż do ostatniej chwili. A tu proszę sama siebie zaskoczyłam. Mam nadzieję, że wszyscy obdarowani będą zadowoleni. Również zakupy choinkowo-lampkowo-bombkowe mamy już zrobione. W tamtym roku wyjeżdżaliśmy na święta, więc w domu mieliśmy tylko choinkę miniaturkę. Teraz chcę mieć większą, pięknie ubraną i kolorową. Już sobie wyobrażam jak Gucio będzie szalał na widok tylu światełek.
Jak widać powoli ogarnia mnie już nastrój świąteczny :) Dziś piekłam piernik i w domu roznosi się piękny korzenny zapach. Zrobiłam zdjęcia i dodam je za moment do odpowiedniego posta, choć piernik nie jest jeszcze skończony, ale przekładać masą i oblewać czekoladą będę dopiero przed samymi świętami. Ależ się rozmarzyłam :)
Teraz coś z serii pierwsze razy mojego dziecka: pierwszym słowem wypowiedzianym przez Gucia, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu wcale nie było mama. Przy zabawie bez przerwy powtarza baba i jakoś tak śmiesznie cmoka. Co prawda wszystko wokół jest baba i ciężko nawet na siłę dopatrzyć się w tym jakiegokolwiek sensu, no ale pierwsze słowo jest :)
W zeszłym tygodniu były mikołajki. Ja i Paskud musieliśmy być bardzo niegrzeczni, bo do nas święty nie zajrzał. Obłowił się jedynie Gucio, u którego był jeden z jego ojców chrzestnych. Tak, tak dobrze napisałam Gucio ma dwóch ojców chrzestnych. Chociaż w kościelnej nomenklaturze nieco inaczej się te funkcje nazywają, to dla nas obydwaj chrzestni są tak samo ważni, dlatego obydwu nazywam ojcami chrzestnymi. Tak czy inaczej Mikołaj był, więc i ciasteczka dla Mikołaja być musiały :) Tym razem postawiłam na kokoski. Przepis w kolejnym poście.
Dzień przed mikołajkami rozmawiałam przez skype z moim czteroletnim bratankiem. Przez cały listopad zbierał on do specjalnego pudełka "dobre uczynki". Kiedy o nie zapytałam cały się rozpromienił i pełen entuzjazmu pobiegł po nie do drugiego pokoju, żeby mi pokazać ile ich nazbierał. Po uchyleniu wieka całkiem sporego pudełka, na samym dnie leżały dobre uczynki mojego chrześniaka. Zbierał je z wielkim trudem przez 4 tygodnie. Było ich całe 3 :) Obśmiałam się jak norka, chociaż małemu powiedziałam, że jestem z niego bardzo dumna i za te jego dobre 3 uczynki Mikołaj zostawił coś u mnie dla niego. Małe dzieci są niesamowite.
W temacie prezentów, na szczęście wszystkie prezenty gwiazdkowe zaplanowane na ten rok mam już zakupione. Czekają tylko na pakowanie. Chyba pierwszy raz tak wcześnie się z tym uporałam, bo zawsze sobie obiecywałam, że zrobię zakupy wcześniej, a przeważnie i tak odkładałam to aż do ostatniej chwili. A tu proszę sama siebie zaskoczyłam. Mam nadzieję, że wszyscy obdarowani będą zadowoleni. Również zakupy choinkowo-lampkowo-bombkowe mamy już zrobione. W tamtym roku wyjeżdżaliśmy na święta, więc w domu mieliśmy tylko choinkę miniaturkę. Teraz chcę mieć większą, pięknie ubraną i kolorową. Już sobie wyobrażam jak Gucio będzie szalał na widok tylu światełek.
Jak widać powoli ogarnia mnie już nastrój świąteczny :) Dziś piekłam piernik i w domu roznosi się piękny korzenny zapach. Zrobiłam zdjęcia i dodam je za moment do odpowiedniego posta, choć piernik nie jest jeszcze skończony, ale przekładać masą i oblewać czekoladą będę dopiero przed samymi świętami. Ależ się rozmarzyłam :)
no proszę !!! mówiłam, że się wyrasta z tej choroby i, że będzie lepiej :))) bardzo się cieszę, że mały sie już tak nie męczy :))
OdpowiedzUsuńCo do prezentów to też mam już 99% kupionych, kartki wysłałam wczoraj ;D
Pierniki będę piekła ponownie bo w pierwszej wersji zapomniałam dać sody i nie wyrosły buahahaha
Jeszcze całkiem nie wyrósł, ale jest zdecydowanie lepiej i to jest najważniejsze :)
OdpowiedzUsuńPłaskie pierniki też na pewno dobre :) A tak na poważnie ja nauczyłam się od mojej babci, żeby zawsze przed włożeniem ciasta do piekarnika przeczytać raz jeszcze przepis (same składniki) wtedy mam pewność, że o niczym nie zapomniałam.