W miniony weekend święta wkroczyły do naszego mieszkania. Już w sobotę ubraliśmy choinkę i zrobiłam stroiki. Myśleliśmy, że mnóstwo kolorowych lampek ucieszy Gucia, który zawsze uwielbiał wszelkiego kalibru światełka. Nawet zwykła lampa potrafi wywrzeć na nim spore wrażenie. Jakże wielkie było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, ze Gucio choinkę ma w głębokim poważaniu. Nawet gdy po zmroku zapaliliśmy ją w ciemnym pokoju nie obdarzył jej ani jednym spojrzeniem. Podejrzewam, że ma to związek z tym, że od kilku dni Gucio intensywnie ząbkuje i na sobotę przypadło apogeum. Na szczęście obyło się bez gorączki i tym podobnych historii ale i tak widać było, że cierpi strasznie. Zatem ogłaszam wszem i wobec, że oficjalnie od 17 grudnia Gucio jest szczęśliwym posiadaczem uzębienia sztuk jeden :)
W niedzielę byliśmy w kinie na Listy do M. Żadne tam kino wielkich lotów, ale jak na polską komedię całkiem przyzwoicie. Chociaż jak stwierdził Paskud "Karolaka nie mogło zabraknąć". Coś w tym jest, ze ten akurat aktor niedługo będzie wyskakiwał z lodówki. Tak czy inaczej lekka, zabawna komedia (chociaż ze śmiechu nie płakałam, a czasem mi się zdarza), z banalnym zakończeniem, taka w sam raz, by wprawić się w świąteczny nastrój.
Dziś upiekłam placki do placka królewskiego i popakowałam prezenty. Stoją dumnie pod choinką i czekają, aż je Gucio zdewastuje :) A tak na poważnie, to jeszcze nie wykazał zainteresowania nimi i mam nadzieję, ze tak mu zostanie. Na szczęście moje dziecko jest bardzo towarzyskie i wszędzie pełza za mamą, więc nie ma obawy, że coś zniszczy w pokoju pod moją nieobecność, bo zwyczajnie nigdy sam w pokoju nie zostaje. Nawet gdy ja biorę prysznic dwoje niebieskich oczu bacznie mnie obserwuje przez uchylone drzwi łazienki. Z jednej strony bardzo to rozczulające, a z drugiej nieco upierdliwe ;) Ale nie narzekam, przyjdzie niedługo czas, że będę chciała by spędzał ze mną więcej czasu.
W niedzielę byliśmy w kinie na Listy do M. Żadne tam kino wielkich lotów, ale jak na polską komedię całkiem przyzwoicie. Chociaż jak stwierdził Paskud "Karolaka nie mogło zabraknąć". Coś w tym jest, ze ten akurat aktor niedługo będzie wyskakiwał z lodówki. Tak czy inaczej lekka, zabawna komedia (chociaż ze śmiechu nie płakałam, a czasem mi się zdarza), z banalnym zakończeniem, taka w sam raz, by wprawić się w świąteczny nastrój.
Dziś upiekłam placki do placka królewskiego i popakowałam prezenty. Stoją dumnie pod choinką i czekają, aż je Gucio zdewastuje :) A tak na poważnie, to jeszcze nie wykazał zainteresowania nimi i mam nadzieję, ze tak mu zostanie. Na szczęście moje dziecko jest bardzo towarzyskie i wszędzie pełza za mamą, więc nie ma obawy, że coś zniszczy w pokoju pod moją nieobecność, bo zwyczajnie nigdy sam w pokoju nie zostaje. Nawet gdy ja biorę prysznic dwoje niebieskich oczu bacznie mnie obserwuje przez uchylone drzwi łazienki. Z jednej strony bardzo to rozczulające, a z drugiej nieco upierdliwe ;) Ale nie narzekam, przyjdzie niedługo czas, że będę chciała by spędzał ze mną więcej czasu.
Cały nadchodzący tydzień mam już szczegółowo rozplanowany i mam nadzieję, ze uda mi się ściśle przestrzegać grafiku. Inaczej mogę się nie wyrobić. Tym bardziej, że cały czwartek mi "wypada". Brat przyjeżdża do Polski na święta i w drodze do naszego rodzinnego domu obiecał się u mnie zatrzymać na kilka godzin. Bardzo się cieszę na tą wizytę. Brata nie widziałam już od lipca, od chrzcin Gucia. Ale jeszcze bardziej się cieszę na spotkanie z moim bratankiem, którego ostatni raz widziałam w poprzednie święta Bożego Narodzenia. Mam tylko nadzieję, ze nie zmienią planów w ostatniej chwili.
Zatem święta coraz bliżej. Od zawsze bardzo lubiłam ten czas w roku. Ale od kiedy mam własną rodzinę cenię go chyba jeszcze bardziej. Cieszy mnie, że mam dla kogo wszystko przygotowywać. I zaczynam rozumieć moją babcię, która potrafiła zarywać noce przed szykując święta dla całej rodziny, tak by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Na starość robię się strasznie sentymentalna.
Zatem święta coraz bliżej. Od zawsze bardzo lubiłam ten czas w roku. Ale od kiedy mam własną rodzinę cenię go chyba jeszcze bardziej. Cieszy mnie, że mam dla kogo wszystko przygotowywać. I zaczynam rozumieć moją babcię, która potrafiła zarywać noce przed szykując święta dla całej rodziny, tak by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Na starość robię się strasznie sentymentalna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz