Przygotowania do świąt uważam za prawie zakończone.
Z porządków przedświątecznych udało mi się odkurzyć i poupychać po kątach zbędne rzeczy. Cały tydzień bilam się z myślami w kwestii mycia okien, bo nie pamiętam kiedy robiłam to ostatnio, ale ponieważ pogoda nie nastrajała do tego typu czynności czuję się usprawiedliwiona :)
Koszyczki ze święconką już przygotowane, jutro tylko powkładam to co noc musi spędzić w lodówce. Koszyczek Gucia jest tak mały, że zmieściła się tam tylko 1 pisanka i czekoladowy zajączek. No ale to w zupełności wystarczy. Szkoda tylko, że on nie będzie mógł skosztować ani tego zająca ani pisanki. Pamiętam, że kiedy ja jako dziecko wracałam do domu po świeceniu cukrowy baran zawsze tracił jakąś część ciała, nie mówiąc już o wyrobach z czekolady :)
Wypieki prawie wszystkie gotowe. W domu pachnie już miodownik, mazurek no i baba. Makowca zostawiłam na jutro, bo to drożdżowe ciasto i chcę żeby było w miarę świeże. Chociaż pamiętam, że kiedy upiekłam na Boże Narodzenie Paskudowi całkiem sporego makowca, to 2 ostatnie kawałki zjadł w Wigilię :/ Więc nie wiem, czy ten makowiec w ogóle dostanie szansę, żeby się zestarzeć.
Z przygotowań nie pieczeniowych muszę jeszcze tylko zrobić sałatkę i zaczynamy świętowanie.
Szkoda tylko, że pogoda ma być raczej bożonarodzeniowa niż wielkanocna. Raczej nie będzie chciało się wychodzić z domu. Dobrze, że chociaż w poniedziałek po południu idziemy do chrzestnego Gucia, bo tak pewnie gnilibyśmy cały dzień w "piżamach".
Jeśli chodzi o zwyczaje świąteczne to już na kilku blogach czytałam o prezentach przynoszonych przez zajączka. Pierwszy raz o takim zwyczaju usłyszałam kilka lat temu w TV i pomyślałam wtedy, że znów ktoś na siłę wprowadza nowe zwyczaje, byle tylko ludzie znów ruszyli do sklepów na zakupy. A tu się jednak okazuje, że w niektórych regionach Polski to normalna tradycja. Ja pochodzę z Małopolski i u nas takiego zwyczaju nie było, nie słyszałam także o takich zwyczajach u żadnego z moich znajomych. Jak to człowiek się przez całe życie uczy. U mnie w domu za to w Wielką Niedzielę zawsze spotykaliśmy się u babci na śniadaniu w takim samym składzie jak na Wigilii czyli w 10 osób, a po śniadaniu dzieci szukały jajek Kinder, które babcia wcześnie rano pochowała w różnych zakamarkach swojego ogrodu. To dopiero była zabawa. Pamiętam, że nawet kiedy pomagałam babci w przygotowaniach przed śniadaniem zanim wszyscy się zeszli, widziałam dokładnie kiedy wychodzi, żeby porozkładać jajka i chociaż zawsze mnie korciło, to nigdy jej nie podglądałam, bo wiedziałam, że sama sobie zepsuję zabawę.
A zaraz po świętach zaczynam przygotowania na sobotnią urodzinową imprezkę. Sama jeszcze nie wiem, co konkretnie mam przygotować, czy tylko na słodko, czy jakieś przekąski. Jeszcze muszę to dokładnie przemyśleć. No i muszę przemyśleć kwestię tortu. Chciałabym, żeby Gucio mógł chociaż spróbować kawałek tortu, no ale jak upiec biszkopt bez jajek? Lub w zasadzie jakiekolwiek inne ciasto pod tort? Jak ktoś wie niech napisze, chętnie skorzystam :)
Życzenia będą jutro zamieszczone. Miałam zamieścić przepisy na ciasta przed świętami, ale nie miałam czasu, żeby je wstukać, zatem niestety będą dopiero po świętach, za to już ze zdjęciami.
Zresztą poza babką piaskową, która raczej jest standardowa, to nie mam żadnych ciast typowo świątecznych, więc mogą być wykorzystane w każdej chwili. Zatem tymczasem życzę dobrej nocy. Ja idę trochę odpocząć przed tymi świętami :)
Z porządków przedświątecznych udało mi się odkurzyć i poupychać po kątach zbędne rzeczy. Cały tydzień bilam się z myślami w kwestii mycia okien, bo nie pamiętam kiedy robiłam to ostatnio, ale ponieważ pogoda nie nastrajała do tego typu czynności czuję się usprawiedliwiona :)
Koszyczki ze święconką już przygotowane, jutro tylko powkładam to co noc musi spędzić w lodówce. Koszyczek Gucia jest tak mały, że zmieściła się tam tylko 1 pisanka i czekoladowy zajączek. No ale to w zupełności wystarczy. Szkoda tylko, że on nie będzie mógł skosztować ani tego zająca ani pisanki. Pamiętam, że kiedy ja jako dziecko wracałam do domu po świeceniu cukrowy baran zawsze tracił jakąś część ciała, nie mówiąc już o wyrobach z czekolady :)
Wypieki prawie wszystkie gotowe. W domu pachnie już miodownik, mazurek no i baba. Makowca zostawiłam na jutro, bo to drożdżowe ciasto i chcę żeby było w miarę świeże. Chociaż pamiętam, że kiedy upiekłam na Boże Narodzenie Paskudowi całkiem sporego makowca, to 2 ostatnie kawałki zjadł w Wigilię :/ Więc nie wiem, czy ten makowiec w ogóle dostanie szansę, żeby się zestarzeć.
Z przygotowań nie pieczeniowych muszę jeszcze tylko zrobić sałatkę i zaczynamy świętowanie.
Szkoda tylko, że pogoda ma być raczej bożonarodzeniowa niż wielkanocna. Raczej nie będzie chciało się wychodzić z domu. Dobrze, że chociaż w poniedziałek po południu idziemy do chrzestnego Gucia, bo tak pewnie gnilibyśmy cały dzień w "piżamach".
Jeśli chodzi o zwyczaje świąteczne to już na kilku blogach czytałam o prezentach przynoszonych przez zajączka. Pierwszy raz o takim zwyczaju usłyszałam kilka lat temu w TV i pomyślałam wtedy, że znów ktoś na siłę wprowadza nowe zwyczaje, byle tylko ludzie znów ruszyli do sklepów na zakupy. A tu się jednak okazuje, że w niektórych regionach Polski to normalna tradycja. Ja pochodzę z Małopolski i u nas takiego zwyczaju nie było, nie słyszałam także o takich zwyczajach u żadnego z moich znajomych. Jak to człowiek się przez całe życie uczy. U mnie w domu za to w Wielką Niedzielę zawsze spotykaliśmy się u babci na śniadaniu w takim samym składzie jak na Wigilii czyli w 10 osób, a po śniadaniu dzieci szukały jajek Kinder, które babcia wcześnie rano pochowała w różnych zakamarkach swojego ogrodu. To dopiero była zabawa. Pamiętam, że nawet kiedy pomagałam babci w przygotowaniach przed śniadaniem zanim wszyscy się zeszli, widziałam dokładnie kiedy wychodzi, żeby porozkładać jajka i chociaż zawsze mnie korciło, to nigdy jej nie podglądałam, bo wiedziałam, że sama sobie zepsuję zabawę.
A zaraz po świętach zaczynam przygotowania na sobotnią urodzinową imprezkę. Sama jeszcze nie wiem, co konkretnie mam przygotować, czy tylko na słodko, czy jakieś przekąski. Jeszcze muszę to dokładnie przemyśleć. No i muszę przemyśleć kwestię tortu. Chciałabym, żeby Gucio mógł chociaż spróbować kawałek tortu, no ale jak upiec biszkopt bez jajek? Lub w zasadzie jakiekolwiek inne ciasto pod tort? Jak ktoś wie niech napisze, chętnie skorzystam :)
Życzenia będą jutro zamieszczone. Miałam zamieścić przepisy na ciasta przed świętami, ale nie miałam czasu, żeby je wstukać, zatem niestety będą dopiero po świętach, za to już ze zdjęciami.
Zresztą poza babką piaskową, która raczej jest standardowa, to nie mam żadnych ciast typowo świątecznych, więc mogą być wykorzystane w każdej chwili. Zatem tymczasem życzę dobrej nocy. Ja idę trochę odpocząć przed tymi świętami :)
no przecież te Wasze kinder jaja to też jakaś forma Zajączkowego prezentu ;DDD u mnie od wieków są prezenty na Zajączka ale zawsze drobne i najczęściej to tylko słodycze :)))
OdpowiedzUsuńej co to za opierdyczanie się ???? helooooł
OdpowiedzUsuńNo przecież, że się nie opierdyczamy ;) Dla stęskonionych juz coś jest :)
Usuń