Dziś będzie bardzo krótko. Od kilku dni dopadł mnie totalny brak weny. Niestety nie wiem kiedy ten stan rzeczy ulegnie zmianie, zatem tylko to co najważniejsze:
- w piątek 6 stycznia nawiedził mnie brat z rodziną (tym razem wracał do siebie do domu, więc wpadł na kilka godzin). Było całkiem miło i przyjemnie, chociaż w kilka godzin ciężko nadrobić kilka miesięcy braku kontaktu (nie liczę tych kilku rozmów na skype). Oczywiście w centrum zainteresowania jak zwykle był mój bratanek. Mam nadzieję, że uda nam się na wiosnę wybrać do nich.
- tydzień upłynął nam pod znakiem Guciowych wizyt lekarskich (alergolog+dermatolog). Tym razem nie tylko my zauważyliśmy poprawę, ale lekarze także (bo zazwyczaj było tak, że mnie i Paskudowi wydawało się, ze Gucio jest prawie "czysty", a lekarze po obejrzeniu załamywali nad nim ręce). Nawet alergolog pozwoliła nam wprowadzić nowe produkty (całe 3 w nadchodzącym miesiącu hehe - myślę, że Gucio do 18-tki zacznie jeść wszystko :) ). No ale sterydy i Protopic nadal w użyciu.
- przy okazji wizyty u alergologa rozwiązała się nam kwestia, na którą ostatnio tak tu namiętnie utyskiwałam. Miałam za złe, że ludzie odpowiedzialni za tworzenie listy leków refundowanych wyrzucili z niej "naszą" mieszankę, a zostawili tą drugą. Po rozmowie z naszą alergolog okazało się, że wszyscy zostali potraktowani sprawiedliwie i nikt nie został zaniedbany, bo obydwie mieszanki są teraz pełnopłatne.
- niestety ale chwilowo (na dłuższą chwilę) muszę zawiesić swoją działalność związaną z pieczeniem :( Nasz (mój i Paskuda) "Wyrzut sumienia" popularnie zwany wagą łazienkową, a od jakiegoś czasu upchnięty głęboko pod komodą dał o sobie znać w sposób bezwzględny i bezlitosny. Najwyższy czas wziąć się za siebie co niniejszym czynię, biegając od 2 tygodni na fitness, ćwicząc w domu i wyrzucając z diety wszelkie smakołyki. Mam ambitny plan wrócić do wagi sprzed ciąży do pierwszych urodzin Gucia. Napiszę w kwietniu czy mi się udało. Tymczasem będę zamieszczać same przepisy bez zdjęć, bo blog ten miał być właściwie moją książką kucharską.
To na tyle trochę przydługiego telegraficznego skrótu. Mam nadzieję, że wena niedługo do mnie wróci.
ej no ale jak to tak przepisy bez zdjęć ??? ja muszę widzieć jak to ma wyglądać ;/
OdpowiedzUsuńno bez zdjęć nie najlepiej, będą tylko później. No chyba, że uda mi się znaleźć jakieś mikroskopijne formy, bo inaczej niedługo się w drzwi nie zmieszczę ;)
Usuń