Lilypie First Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

piątek, 13 stycznia 2012

W telegraficznym skrócie

Dziś będzie bardzo krótko. Od kilku dni dopadł mnie totalny brak weny. Niestety nie wiem kiedy ten stan rzeczy ulegnie zmianie, zatem tylko to co najważniejsze:
  1. w piątek 6 stycznia nawiedził mnie brat z rodziną (tym razem wracał do siebie do domu, więc wpadł na kilka godzin). Było całkiem miło i przyjemnie, chociaż w kilka godzin ciężko nadrobić kilka miesięcy braku kontaktu (nie liczę tych kilku rozmów na skype). Oczywiście w centrum zainteresowania jak zwykle był mój bratanek. Mam nadzieję, że uda nam się na wiosnę wybrać do nich.
  2. tydzień upłynął nam pod znakiem Guciowych wizyt lekarskich (alergolog+dermatolog). Tym razem nie tylko my zauważyliśmy poprawę, ale lekarze także (bo zazwyczaj było tak, że mnie i Paskudowi wydawało się, ze Gucio jest prawie "czysty", a lekarze po obejrzeniu załamywali nad nim ręce). Nawet alergolog pozwoliła nam wprowadzić nowe produkty (całe 3 w nadchodzącym miesiącu hehe - myślę, że Gucio do 18-tki zacznie jeść wszystko :) ). No ale sterydy i Protopic nadal w użyciu.
  3. przy okazji wizyty u alergologa rozwiązała się nam kwestia, na którą ostatnio tak tu namiętnie utyskiwałam. Miałam za złe, że ludzie odpowiedzialni za tworzenie listy leków refundowanych wyrzucili z niej "naszą" mieszankę, a zostawili tą drugą. Po rozmowie z naszą alergolog okazało się, że wszyscy zostali potraktowani sprawiedliwie i nikt nie został zaniedbany, bo obydwie mieszanki są teraz pełnopłatne.
  4. niestety ale chwilowo (na dłuższą chwilę) muszę zawiesić swoją działalność związaną z pieczeniem :( Nasz (mój i Paskuda) "Wyrzut sumienia" popularnie zwany wagą łazienkową, a od jakiegoś czasu upchnięty głęboko pod komodą dał o sobie znać w sposób bezwzględny i bezlitosny. Najwyższy czas wziąć się za siebie co niniejszym czynię, biegając od 2 tygodni na fitness, ćwicząc w domu i wyrzucając z diety wszelkie smakołyki. Mam ambitny plan wrócić do wagi sprzed ciąży do pierwszych urodzin Gucia. Napiszę w kwietniu czy mi się udało. Tymczasem będę zamieszczać same przepisy bez zdjęć, bo blog ten miał być właściwie moją książką kucharską.
To na tyle trochę przydługiego telegraficznego skrótu. Mam nadzieję, że wena niedługo do mnie wróci.

środa, 4 stycznia 2012

Bez komentarza

Wczoraj nawiedził nas ksiądz. Po kolędzie był. Odwiedził nas tu po raz pierwszy, bo w zeszłym roku nie wiedzieliśmy, że w tej parafii panuje zwyczaj zapraszania księdza na kolędę. Znaczy trzeba wcześniej zgłosić, że chce się przyjąć księdza. Ja nie czuję się szczególnie związana z kościołem zatem od kilku już lat nie przyjmowałam kolędy, w zasadzie odkąd wyprowadziłam się z domu rodzinnego, ale Paskud jest praktykujący, zatem ksiądz był. Akurat odwiedził nas ksiądz, który udzielał nam ślubu, oczywiście nas nie pamiętał (tu się akurat nie dziwię), ale uderzyło mnie to, że pierwszym jego pytaniem było czy mamy ślub kościelny. Ja rozumiem, że takie głównie rzeczy omawia się przy okazji kolędy, ale mógł się chociaż wstrzymać aż wygodnie usiądzie w fotelu, a nie tak zaraz po modlitwie. Poza tym było dosyć sympatycznie. Chwilę porozmawialiśmy, próbował zaczepiać Gucia, który jednak do samego końca zachował powagę i rezerwę i ani raz się nie uśmiechnął.

W tym miejscu muszę się pochwalić, że moje dziecko od 3 dni wstaje. Wdrapuje się po zabawce, która ma orientację pionową i opiera się o komodę. I dziś rano odkryłam dlaczego on się tak uparcie wspina. Gucio bez problemu z pozycji pionowej sięga do leżącej na półce powyżej zabawki Metaxy. Niestety będziemy musieli znów zweryfikować położenie niektórych przedmiotów w mieszkaniu. Gucio nabył również umiejętność klaskania. Po raz pierwszy bił brawo akurat gdy rozmawiałam z mamą przez skype i pokazywała mi ona e-papiorosa, na którego ma zamiar się przerzucić z tych normalnych. Wiem, że to zwykły przypadek, ale wiem też, że moja mama prędzej czy później to przeczyta, zatem Babciu mam nadzieję, że nie zawiedziesz wnuka ;)

Jeszcze wrócę na moment do kwestii zmian w ustawie o lekach refundowanych, pisałam już o tym w komentarzu pod poprzednim postem. Wczoraj z ciekawości odwiedziłam stronę Ministerstwa Zdrowia. Można tam sobie wyszukać czy interesujący nas lek znajduje się na liście leków refundowanych i w jakim procencie jest refundowany w zależności od przysługujących pacjentowi uprawnień. Oczywiście naszej poprzedniej mieszanki na liście nie ma. Ale odkryłam coś ciekawszego. Otóż do Guciowego dotychczasowego jedzonka NFZ dopłacał 13 zł do każdej puszki. Teraz, kiedy po wyczerpaniu zapasów przejdziemy na drugą refundowaną mieszankę (o ile Gucio dobrze ją będzie tolerował) NFZ dopłaci do niej 17 zł. Różnica może nie jest oszałamiająca, ale w skali kraju podejrzewam, że zrobi się z tego dosyć pokaźna kwota. Ktoś mądry musiał nad tym naprawdę długo myśleć, żeby wymyślić taką głupotę. Wykreślić z listy jeden lek, żeby do tego który pozostał dopłacać więcej. Na temat innych leków się nie wypowiadam, piszę tylko o tym co znam z autopsji.

Nie będzie żadnego sensownego zakończenia posta, bo słyszę że opisywany tu osobnik zakończył właśnie przedpołudniową drzemkę ;)
____________________________________________________________________
dopisek popołudniowy:

Po przedpołudniowej drzemce wybraliśmy się na spacer i m.in do apteki, gdzie dowiedziałam się o kolejnym kwiatku dotyczącym zmian w służbie zdrowia. Mianowicie odbierałam dziś maść robioną (nic szczególnego - euceryna i 2 witaminy, ciężko to nawet lekiem nazwać). Zawsze nam lekarka wypisuje 200g tej maści, a panie w aptece robią ją do 2. opakowań po 100g. I nigdy nie było problemu. A od 1. stycznia nie może być dwóch ryczałtów wypisanych na jednej recepcie. Czyli z tej mojej poniedziałkowej recepty miałabym 1 opakowanie zrefundowane i 1 opakowanie w pełni płatne. Od teraz lekarka będzie mi musiała wypisywać 2 identyczne recepty zamiast jednej, na każdej z nich będzie ta sama maść tylko, że w ilości 100g. Jak widać kolejna zmiana usprawniająca działanie służby zdrowia. Aż szkoda po prostu komentować...

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Reformy, reformy

Stary Rok odszedł. Wszyscy robią podsumowania, bilanse, rozliczają postanowienia. Ja postanowień z zasady nie robię, to i nie mam czego rozliczać. Podsumowywać mi się nie chce. Jedyne co mogę napisać o starym roku, to to, że był to jak do tej pory najważniejszy rok mojego życia. Ja sama zmieniłam się, można powiedzieć o 1800. Oczywiście zauważyłam, że inaczej patrzę na inne sprawy, jednak skalę tych zmian uświadomiła mi dopiero moja najbliższa przyjaciółka. Czy to zmiany na lepsze czy na gorsze nie mnie oceniać.

Nowy Rok nadszedł. Wraz z Nowym Rokiem nadeszła reforma ustawy o lekach refundowanych. Ponieważ media trąbią o tym od jakiegoś czasu, to i się człowiek osłucha i na różne rzeczy jest przygotowany. Ale nie na to co zobaczyłam dziś. Dziś jak średnio co 2 tyg wybrałam się do naszego pediatry po recepty.Wcześniej przezornie przejrzałam sobie listę leków refundowanych na rok 2012 i stwierdziłam brak na niej mieszanki mlekozastępczej, którą Gucio wcina średnio 5-6 razy dziennie. Pani doktor sprawnie nam recepty wypisała i na wszystkich przybiła magiczną pieczątkę "Refundacja do decyzji NFZ", zapytałam więc gdzie mam się z tymi receptami udać. Pani przytoczyła mi rozporządzenie kogoś tam z NFZ (miała wydrukowane), którego sama chyba do końca nie rozumiała, coś zawile potłumaczyła i na końcu stwierdziła, że mam iść do apteki i tam panie będą decydować co dalej. Nieśmiało napomknęłam jeszcze o braku w/w specyfiku na magicznej liście ministerstwa. Niestety nasza pani doktor usłyszała o tym po raz pierwszy ode mnie, ale wypisała nam dodatkowo zaświadczenie, że Gucio jest przewlekle chory i mieszanka mu się należy. Pozbierałam wszystkie karteluszki po czym udałam się do apteki. Odstałam swoje w kolejce i podałam pani w okienku recepty. Pani poczytała, poprzynosiła wszystko i tylko dziwnie popatrzyła na zaświadczenie od lekarki, więc znów opowiedziałam o swoim odkryciu. Pani postukała w komputer i stwierdziwszy, że faktycznie nasza mieszanka wypadła z listy leków refundowanych oddała mi zaświadczenie. Zapytałam jeszcze co z tymi pieczątkami, które lekarze przybijają w ramach protestu, na co uzyskałam odpowiedź, żeby się tymi pieczątkami nie przejmować, bo przecież i tak wszystkie specyfiki które kupuję są 100% płatne. I tak oto NFZ poradził sobie ze strajkiem lekarzy. Nie muszę nigdzie chodzić, nic potwierdzać, po prostu muszę płacić.
Ja rozumiem, że potrzebne są reformy, że trzeba oszczędzać. Ale nie rozumiem:
  1. dlaczego państwo prowadzące politykę prorodzinną wyrzuca z listy leków refundowanych specyfiki, które są podstawą żywieniową sporej części niemowląt i dzieci (niestety, ale alergie pokarmowe u niemowlaków są coraz częstsze). Gucio ma już prawie 9 m-cy, a nadal poza mieszanką dostaje tylko 1 posiłek 3-składnikowy (ziemniak, marchewka, mięso z królika). Owszem istnieje zamiennik naszej mieszanki, który jest częściowo refundowany, ale częściej nie jest on tolerowany przez dzieci. Nie wiem jak na niego zareaguje Gucio. Na szczęście dla nas, jeśli zareaguje źle, kupienie dotychczasowej mieszanki nie będzie dla nas obciążeniem finansowym nie do udźwignięcia, ale jest mnóstwo rodzin, które nie będą sobie mogły pozwolić na taki wydatek. Co wtedy?
  2. dlaczego mamy do czynienia z kolejną reformą wprowadzaną w tak wielkim chaosie. Nikt nic nie wie. Dziś w radio podano informację, że w ramach protestu lekarze przybijają pieczątki "Refundacja do decyzji NFZ", a aptekarze w ramach własnego protestu recept z pieczątkami nie będą realizować. Nie mam pretensji ani do lekarzy ani do aptekarzy. Wierzę, że wszyscy chcą swoje obowiązki wykonywać jak najlepiej. Ale jeśli lekarze będą zmuszeni przekopywać się przez tony papierzysk i sprawdzać każdego jednego pacjenta, kto będzie nas leczył?
Mam nadzieję, że takich sytuacji będzie w nadchodzącym roku jak najmniej. Tego sobie i wszystkim życzę :)