Lato, lato, lato wreszcie...
Nie wiem jak gdzie indziej, ale u nas pogoda dopisuje, lato w pełni i my z Guciem korzystamy na całego. Większość czasu spędzamy w parku, na spacerach, w piaskownicy. Normalnie żyć nie umierać. Szkoda tylko, że mi niedługo skończy się ta sielanka :(
Ostatnio weekendy uplywają nam pod znakiem wyjazdów na działkę oraz
wycieczek rowerowych. Zakupiliśmy siedzisko i kask dla Gucia i sobie
rodzinnie jeździmy. Co prawda liczylam na to, że się młodemu bardziej
spodoba jazda na rowerze, ale przynajmniej nie ryczy, więc zawsze mogło
być gorzej ;)
Ale najpierw o Guciu. Młody śmiga jak Messerschmitt. Jego ulubione zabawy to wszystko co dotyczy piasku i ostatnio sprzątanie. Ale niestety nie ma się czym za bardzo ekscytować. Gucio bardzo lubi sprzątać, ale według swego własnego bliżej nieokreślonego klucza. Wszystko chowa, niekoniecznie tam gdzie być powinno. I tak ostatnio znalazłam: swoje kapcie na ławie, łopatkę do piasku w szufladzie z pokrywkami, plastikową miskę do ciasta w pralce, komórkę Paskuda w szafce między mąką i kaszą (dobrze, że znalazłam przez przypadek, bo pewnie długo byśmy szukali), mokre ubranie ściągnięte z suszarki upchnięte na półce w komodzie itp wymieniać można by naprawdę długo. Ciekawe kiedy mu ten etap przejdzie, niby to śmieszne, ale gorzej kiedy coś naprawdę jest potrzebne i nie można tego znaleźć.
Pogoda chociaż mnie bardzo cieszy, niestety niekorzystnie wplynęła na wyprysk atopowy Gucia. Znów nastąpilo spore pogorszenie i to tuż przed wizytą u alergologa. Lekarka dała nam skierowanie na badanie IgE swoistego, wiązało się to z pobraniem krwi żylnej (co Gucio zniósł zaskakująco dobrze), niestety na wyniki czeka się do 3 tygodni.
Od jakiegoś czasu podjęłam się pracy dorywczej na zasadzie zdalnej, stąd moja mniejsza aktywność nie tylko tutaj ale i na innych blogach. Dodatkowo w zeszłym tygodniu byłam na rozmowie w sprawie pracy w jednej z firm w moim mieście. Dziwna to była rozmowa. Byli na niej obecni prezes i technolog, który miałby być moim potencjalnym bezpośrednim przełożonym. Większość czasu podczas tej rozmowy panowie spędzili na żartowaniu między sobą. Niestety w takiej sytuacji nigdy nie wiadomo jak się zachować i na ile człowiek może sobie pozwolić, dlatego rozmowa poszła mi raczej kiepsko. Zresztą mi raczej tego typu rozmowy kiepsko zazwyczaj idą. Dodatkowo usłyszałam, że mam za wysokie kwalifikacje na to stanowisko (?).
A tu w poniedzialek nastąpiła niespodzianka i otrzymałam telefon, żeby zglosić się po odbiór skierowania na badania. Jestem w trakcie zalatwiania formalności i pewnie od piątku pójdę do pracy. Mieszane mam dosyć uczucia. Z jednej strony cieszę się na myśl, że wyrwę się w koncu z domu, a zdrugiej strony, nie ma co ukrywać, od prawie dwóch lat siedzę sobie w domu, więc ciężko będzie znów się przestawić na poranne wstawanie i codzienne chodzenie do pracy. Muszę jeszcze jak najszybciej skończyć te zobowiązania, których podjęlam się w ramach umowy o dzieło, bo niestety w nowej pracy też będę musiala poświęcić trochę czasu w domu na naukę. Dotychczas nie pracowałam w tej branży, zatem wszystkiego musze sie jakby uczyć od nowa.
Zatem proszę trzymać kciuki za pracującą Stonkę :)
Do usłyszenia, niedługo zdam relację z pierwszych dni w pracy.