Lilypie First Birthday tickers

Lilypie First Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

Daisypath Happy Birthday tickers

wtorek, 29 maja 2012

Letnio i ... pracująco

Lato, lato, lato wreszcie...
Nie wiem jak gdzie indziej, ale u nas pogoda dopisuje, lato w pełni i my z Guciem korzystamy na całego. Większość czasu spędzamy w parku, na spacerach, w piaskownicy. Normalnie żyć nie umierać. Szkoda tylko, że mi niedługo skończy się ta sielanka :(
Ostatnio weekendy uplywają nam pod znakiem wyjazdów na działkę oraz wycieczek rowerowych. Zakupiliśmy siedzisko i kask dla Gucia i sobie rodzinnie jeździmy. Co prawda liczylam na to, że się młodemu bardziej spodoba jazda na rowerze, ale przynajmniej nie ryczy, więc zawsze mogło być gorzej ;)
 
Ale najpierw o Guciu. Młody śmiga jak Messerschmitt. Jego ulubione  zabawy to wszystko co dotyczy piasku i ostatnio sprzątanie. Ale niestety nie ma się czym za bardzo ekscytować. Gucio bardzo lubi sprzątać, ale według swego własnego bliżej nieokreślonego klucza. Wszystko chowa, niekoniecznie tam gdzie być powinno. I tak ostatnio znalazłam: swoje kapcie na ławie, łopatkę do piasku w szufladzie z pokrywkami, plastikową miskę do ciasta w pralce, komórkę Paskuda w szafce między mąką i kaszą (dobrze, że znalazłam przez przypadek, bo pewnie długo byśmy szukali), mokre ubranie ściągnięte z suszarki upchnięte na półce w komodzie itp wymieniać można by naprawdę długo. Ciekawe kiedy mu ten etap przejdzie, niby to śmieszne, ale gorzej kiedy coś naprawdę jest potrzebne i nie można tego znaleźć.
Pogoda chociaż mnie bardzo cieszy, niestety niekorzystnie wplynęła na wyprysk atopowy Gucia. Znów nastąpilo spore pogorszenie i to tuż przed wizytą u alergologa. Lekarka dała nam skierowanie na badanie IgE swoistego, wiązało się to z pobraniem krwi żylnej (co Gucio zniósł zaskakująco dobrze), niestety na wyniki czeka się do 3 tygodni. 

Od jakiegoś czasu podjęłam się pracy dorywczej na zasadzie zdalnej, stąd moja mniejsza aktywność nie tylko tutaj ale i na innych blogach. Dodatkowo w zeszłym tygodniu byłam na rozmowie w sprawie pracy w jednej z firm w moim mieście. Dziwna to była rozmowa. Byli na niej obecni prezes i technolog, który miałby być moim potencjalnym bezpośrednim przełożonym. Większość czasu podczas tej rozmowy panowie spędzili na żartowaniu między sobą. Niestety w takiej sytuacji nigdy nie wiadomo jak się zachować i na ile człowiek może sobie pozwolić, dlatego rozmowa poszła mi raczej kiepsko. Zresztą mi raczej tego typu rozmowy kiepsko zazwyczaj idą. Dodatkowo usłyszałam, że mam za wysokie kwalifikacje na to stanowisko (?). 
A tu w poniedzialek nastąpiła niespodzianka i otrzymałam telefon, żeby zglosić się po odbiór skierowania na badania. Jestem w trakcie zalatwiania formalności i pewnie od piątku pójdę do pracy. Mieszane mam dosyć uczucia. Z jednej strony cieszę się na myśl, że wyrwę się w koncu z domu, a zdrugiej strony, nie ma co ukrywać, od prawie dwóch lat siedzę sobie w domu, więc ciężko będzie znów się przestawić na poranne wstawanie i codzienne chodzenie do pracy. Muszę jeszcze jak najszybciej skończyć te zobowiązania, których podjęlam się w ramach umowy o dzieło, bo niestety w nowej pracy też będę musiala poświęcić trochę czasu w domu na naukę. Dotychczas nie pracowałam w tej branży, zatem wszystkiego musze sie jakby uczyć od nowa.
 Zatem proszę trzymać kciuki za pracującą Stonkę :)

Do usłyszenia, niedługo zdam relację z pierwszych dni w pracy.


czwartek, 3 maja 2012

...

Tak jak pisałam ostatnio następnego dnia po Guciowych urodzinach wyjechaliśmy na tydzień do mojej rodzinnej miejscowości. Tych kilka dni bardzo szybko zleciało mi na odwiedzaniu starych znajomych i rodziny. Tydzień to zdecydowanie za krótko jak na taki wyjazd. Niestety nie wszystkich zdążyłam odwiedzić. Zanim człowiek zdąży się nacieszyć pobytem na starych śmieciach już trzeba wracać do domu. A następny wyjazd nie wiadomo kiedy, chyba dopiero na Boże Narodzenie, chociaż i wtedy nie wiem czy się uda. 
Podczas wyjazdu zrobiłam kilka spostrzeżeń, z których wcześniej nie zdawałam sobie sprawy. Na razie siedzę i intensywnie myślę co z tym fantem zrobić. Niby rozwiązanie proste, a jednak strasznie trudne do realizacji.
Po pierwsze mimo, że mieszkam tu na zachodzie już ponad półtora roku, zdecydowanie to na południu czuję się jak w domu. Niby tu wszystko jest ok, mogłabym znaleźć nawet kilka plusów na rzecz mojego obecnego miejsca zamieszkania, a jednak to tam czuję się najlepiej i zdecydowanie nie chciało mi się wracać. Półtora roku, to chyba już wystarczający okres czasu, żeby chociaż zacząć zapuszczać korzenie, a jednak jakoś mnie się ta sztuka nie udaje. Chyba jednak jestem zdecydowanie bardziej sentymentalna niż mi się kiedykolwiek wydawało.
Po drugie moje dziecko to mały dzikus :) Ja wiem, że on do tej pory nie miał zbyt wiele kontaktu z innymi dziećmi, wcale nie wymagam od niego by biegł do każdego z otwartymi ramionami, ale czepianie się moich kolan, za każdym razem gdy do kogoś szliśmy lub ktoś przychodził do nas to już lekka przesada. Mam nadzieję, że teraz kiedy zrobiło się ciepło i większość czasu spędzamy w piaskownicy będzie nieco odważniejszy.


Pisałam już kiedyś, że na wakacje wybieramy się do mojej mamy. Niestety wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Pomimo, że szczęśliwie udało się w dość szybkim tempie załatwić paszporty i wizę dla Gucia, to nagle na przeszkodzie stanął Paskud, któremy się nagle odwidziało i on nie jest pewien. Normalnie czasem ręce opadają na niego i jego pomysły. Ma szczęście, ze jestem cierpliwa i powściągliwa. Do Paskudowego urlopu zostały jeszcze prawie 4 miesiące, wiec mam nadzieję, że jednak uda mi się na niego wpłynąć. To taki typ, który strasznie długo przetwarza i trawi. No ale takiego go sobie wybrałam i takiego go mam :)

Tegoroczną majówkę jak widać spędzamy w domu. Paskud chodzi do pracy we wszystkie pracujące dni, zatem mamy kratkowaną majówkę. Mnie to w sumie jakoś szczególnie nie przeszkadza. Dziś mam dzień luzu i totalnego opierniczania się, bo Paskud wziął Gucia i razem z teściami pojechali na działkę. Ja się dziś na działkę wypięłam i oto mam cały dzień wolnego, właściwie to mi już tylko wieczór został. Ale, że pogoda nie jest jakaś super wymarzona, bo wieje, grzmi co chwila, a rano padało, to bardzo sympatycznie siedziało mi się w domku. Przynajmniej miałam okazję poprzebywać sam na sam z kimś inteligentnym :)

A teraz uwaga uwaga wielkie ogłoszenie. Dwa dni temu czyli 1.05 Gucio postawił swoje 2 samodzielne kroki, a wczoraj przy moim  usilnym dopingu przeszedł samodzielnie całą długość kuchni. Niestety tak się tym faktem podekscytował, że klapnął na tyłek w okolicach drzwi od łazienki. Każdemu się może zdarzyć ;)

U nas zbiera się na burzę, zatem moje chłopaki pewnie niedługo wrócą. Idę pozażywać jeszcze troche błogiego spokoju :)
Udanej resztki długiego weekendu.